Historia

Legnica Cantat to festiwal pieśni chóralnej o formule otwartej. Uczestnicy reprezentują wszystkie epoki, style i gatunki wielogłosowej muzyki wokalnej. Główna nagroda nosi imię Jerzego Libana z Legnicy – śląskiego kompozytora, teoretyka muzyki i filologa-grecysty.

Festiwal nawiązuje do tradycji muzycznej Legnicy, sięgającej czasów Henryka Brodatego, który był trubadurem, a miasto szczyciło się wówczas posiadaniem największego skriptorium.

Pierwszy Konkurs odbył się w dniach 9-11 czerwca 1967 roku pod nazwą „Dolnośląskie Święto Pieśni”. Inicjatorem konkursu był Henryk Karliński, animator kultury, dyrygent i założyciel legnickiego chóru „Madrygał” działającego do dziś. Impreza wzbudziła zainteresowanie zespołów chóralnych oraz dyrygentów i bardzo szybko zyskała rangę ogólnopolskiej. Z czasem impreza wzbogacała się o nowe formy kontaktu z uczestnikami i publicznością, takie jak: koncerty towarzyszące, wystawy, warsztaty i seminaria.

Henryk Karliński, urodzony w 1922 roku w Częstochowie legendarny założyciel Festiwalu, radził sobie z wszelkimi przeciwnościami. W trakcie Cantatu głównie wykonywana była kościelna muzyka, dlatego władze wolały zrobić coś na modłę festiwalu pieśni zaangażowanej. Ludzie związani z imprezą wspominają sytuację, gdy w latach siedemdziesiątych do Legnicy przyjechali pewni ludzie zapewniający, że rozwiążą wszystkie problemy finansowe imprezy w zamian za zmianę jej profilu. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Niedługo później w Katowicach pojawił się festiwal Czerwona Lutnia – jak sama nazwa wskazuje, znacznie bardziej podatny na te sugestie.

Turniej w czasach Karlińskiego trwał od poniedziałku do niedzieli i dopiero w ostatni dzień miało miejsce ogłoszenie wyników oraz koncert laureatów. Z dzisiejszej perspektywy może wydać to się niewiarygodne, ale tak naprawdę pojawienie się nagrań na kasetach było rzeczywistą próbką możliwości chórów. Po latach trzeba też przyznać, że ruch chóralny się zmienił – aktualnie znajduje się na znacznie wyższym poziomie niż kilka dekad temu. Legnicki Chór Madrygał wykonywał bardzo różnorodny repertuar – od muzyki z XVI wieku po dzieła znacznie bardziej współczesne: śpiewano utwory Romualda Twardowskiego, zanim ten kompozytor stał się szerzej znany; na warsztat brano także wiele opracowań muzyki ludowej.

W kwestii doboru programu Karliński był nieprzejednany i polegał tylko na swoim smaku – nie angażował się politycznie i pozostawał w tej kwestii bezkompromisowy. Zdarzały się jednak problemy finansowe – w 1971 roku Turniej w ogóle się nie odbył, ale w tym czasie pojawiły się za to Dni Muzyki Organowej i Kameralnej. Cantat został odwołany też w czasie stanu wojennego, ale wtedy decydowały o tym czynniki polityczne.

W pierwszym turnieju, odbywającym się w 1967 roku w ramach Dni Legnicy i noszącym miano Dolnośląskiego Święta Pieśni, lutnię wygrał Chór Uniwersytetu Wrocławskiego. Bardzo szybko można było odczuć, że legnicka impreza stała się istotnym festiwalem na mapie polskiej chóralistyki. Obok niej ważny był też turniej w Międzyzdrojach, który wystartował w tym samym roku co Cantat. Nie można mówić jednak o konkurencji – inna była istota tych wydarzeń i panowały różne zasady. W przypadku Cantatu jedynym ograniczeniem było śpiewanie a cappella – do udziału mógł zgłosić się każdy. W Międzyzdrojach to organizatorzy decydowali o zaproszeniach. Jeśli chodzi o infrastrukturę, to chóry raczej nie nocowały w Legnicy – chyba, że przyjeżdżały z daleka. W takich sytuacjach kwaterowano je w licealnych internatach – uczniowie spoza miasta bardzo się cieszyli, bo na ten czas wracali do domu, a chórzyści zajmowali ich miejsca. Zresztą, licealiści bardzo pomagali organizatorom, opiekując się chórami – odbierali te niemałe przecież grupy z dworca czy czekali na wiozące je autobusy i aż do końca pobytu w Legnicy nie odstępowali uczestników Cantatu na krok.

Przez długi czas, oprócz Lutni, triumfatorzy Cantatu otrzymywali pianino tworzone przez Legnicką Fabrykę Fortepianów i Pianin. Instrument był odwożony na koszt firmy do miasta zwycięskiego chóru – zdarzało się, że jechał aż do Białegostoku. Fabryka zresztą bardzo pomagała w, niektórych z perspektywy czasu zabawnych, kwestiach technicznych. W trakcie jednej z edycji Karliński postanowił promować Cantat ogromnymi lizakami wykonanymi przez nieistniejącą od lat spółdzielnię Legniczanka – patyki do tych słodkości były produkowane właśnie przez Fabrykę.

W obecnym hallu teatralnym – dawniej znanym jako Sala Marmurowa – na czas Turnieju wystawiało się fotele i stoliki i wszyscy mogli się tam swobodnie spotykać. Henryk już wtedy nie zajmował się organizacją, tylko miał czas na rozmowy z dyrygentami. Wszystko było dopięte na ostatni guzik – zdarzało się, że nawet partyjni oficjele dziwili się, jak sprawnie przygotowywano Cantat. Zawsze pojawiała się stała publiczność liczącą sto, czasami dwieście osób – nie były to tłumy, ale mówimy przecież o muzyce klasycznej. Od początku impreza reklamowała się plakatami i afiszami. Za czasów Karlińskiego każdy program turniejowy był inny – można było liczyć na niespodzianki i nieszablonowe pomysły. Nieżyjąca już plastyczka Agnieszka Wlaźlak, która wiele razy pomagała w kwestiach grafiki, zaprojektowała program jednego z Turniejów w formie wachlarza zawierającego ważne myśli i cytaty – było to zarówno estetyczne, jak i praktyczne.

Przez długi czas panowała zasada, że chóry zagraniczne nie brały udziału w Turnieju. To też uległo zmianie – w 1983 roku przyjechał zaprzyjaźniony chór Madrigal z Eisleben. Jego członkowie opowiadali o swojej podróży pociągiem z przesiadką w Görlitz. Spodziewali się, że zostaną zawróceni na granicy i byli niesamowicie zdziwieni, że udało im się dotrzeć do Legnicy. Jeden z czeskich chórów dziwił się natomiast, jak dobrze radzono sobie z tym całym bałaganem, żartobliwie porównując cantatowe zamieszanie do ruchu na dworcu kolejowym.

Założyciel Cantatu, wbrew pozorom, był bardzo zorganizowany. Każdego roku całą imprezę szczegółowo planował w grubym kalendarzu, zaczynając pracę już we wrześniu. Nawet z zapisywania kolejnych zgłoszeń chórów potrafił zrobić rytuał – miał także zdolności plastyczne, więc na wielkim arkuszu brystolu uroczyście wypisywał kolejne nazwy. Ilość zgłoszeń napawała go dumą – a zdarzały się lata, gdy można było naliczyć ponad czterdzieści zespołów wokalnych. Jako anegdotkę warto przypomnieć sytuację, gdy Karliński pojechał z Madrygałem do Francji – przez całą drogę siedział obok kierowcy i pełnił rolę pilota – to kolejna sytuacja, która dobrze pokazywała jego wszechstronność.

Karliński na próbach zachowywał się, jak na wymagającego dyrygenta przystało – był szefem, który potrafił krzyknąć i nie bał się mocnych słów. W przerwach na papierosa – wszyscy wówczas palili – zmieniał się w człowieka do rany przyłóż. W pracy wiedział, czego chce i był niesamowicie kreatywny. Uważał, że na warsztat trzeba brać te mniej oczywiste dzieła – Madrygał śpiewał między innymi francuskie szansony czy muzykę współczesną. Gdy skupiał się nad nutami, cały świat przestawał dla niego istnieć – absolutnie odcięty od rzeczywistości chodził wtedy po Sali Marmurowej i dyrygował w powietrzu. Dzięki temu, że znał języki i miał swoje kontakty, załatwiał z Francji nuty. Program każego koncertu był bardzo dokładnie skonstruowany.

Henryk Karliński był bardzo towarzyski. W trakcie podróży starymi Jelczami inicjował przeróżne zabawy. Podczas jazdy organizował konkursy taneczne czy swoiste „igrzyska olimpijskie”. Miał jednak żelazną zasadę – na rozgrzewające napoje pozwalał tylko po koncertach i wszyscy o tym wiedzieli. Gdy Madrygał wracał z Francji obkupiony winami, było wesoło… Karliński nie był sztywniakiem, ale wiedział, kiedy można się bawić. Wyznawał też zasadę „taki chór, jaki dyrygent”. Był wizjonerem i wiedział, po co pracuje. Henryk hołdował zasadzie, że chórzystą nie jest się dożywotnio. Po kilku latach działalności w zespole zachęcał do „dojrzewania” – zakładania rodziny, a następnie zarażania swoich dzieci pasją śpiewania. To zresztą dobrze działa aż do dzisiaj. Istotą jego pracy było poszerzenie horyzontów amatorów i nauczenie ich nowych rzeczy.

Przez ostatnie lata życia Karlińskiego tajemnicą nie były jego problemy z sercem – lekarz nawet powiedział mu, żeby dał sobie spokój z Madrygałem – próby to w końcu wysiłek fizyczny. Henryk był całkowicie pochłonięty sztuką, a o siebie dbał średnio – jadł byle co i ubierał się w byle co. Dziewczyny z chóru czasami niemalże siłą wyciągały go na zakupy po nowy sweter, bo stary miał już dziury na łokciach. Ale to nie jest tak, że absorbowała go tylko klasyka. Miał ze sobą przeszłość jazzową – grał na fortepianie, a jeszcze w latach pięćdziesiątych prowadził zespół dixielandowy. Ludzie przyjeżdżający na Cantat wiedzieli, że ktoś zawsze na nich czeka. Po śmierci Henryka w 1975 roku chórzyści nie czuli już tego ciepła. Także dyrygentom brakowało wielogodzinnych rozmów z nim.

Tekst oparty został na wspomnieniach Teofili Grabskiej, zdjęcia Krzysztof Lewandowski (LCA.pl)

Henryk Karliński (1922–1975) – człowiek orkiestra

Muzyk, kompozytor, dyrygent, pedagog, organizator, pasjonat – to tylko kilka z całej listy określeń, którymi można byłoby zdefiniować osobę Henryka Karlińskiego, patrona Legnickiego Centrum Kultury (a wcześniej Wojewódzkiego Domu Kultury w Legnicy), honorowego obywatela Naszego miasta oraz twórcy i wieloletniego dyrygenta najbardziej znanego legnickiego chóru.

Bardzo mało wiemy o życiu Henryka Karlińskiego sprzed 1945 r., a musimy tutaj bazować głównie na nie do końca wiarygodnych informacjach, które on sam pozostawił po sobie poprzez różnego rodzaju dokumentację, związaną z jego zatrudnieniem w legnickiej oświacie i kulturze. Materiały te, z jednej strony są dosyć lakoniczne, a z drugiej strony, w kilku miejscach, wyraźnie ze sobą sprzeczne…

Młodość i wyjazd do Francji

Henryk Karliński urodził się 10 lutego 1922 r. w Częstochowie, jako syn Antoniego i Feliksy Karlińskich. Jego ojciec był formierzem. W 1934 r. po śmierci rodziców wraz ze swoim stryjem wyjechał do Francji. Miał mieć wówczas ukończoną szkołę powszechną, zaś w kraju nad Sekwaną kontynuował edukację. Wykształcenie zdobywał w Académie de Grenoble i to właśnie dyplomem uzyskanym na tej uczelni potwierdzał później swoje wykształcenie. W 1938 r. zdał tzw. małą maturę (Certificat), a w 1942 r. tzw. dużą maturę (Brevet) oraz uzyskał uprawnienia nauczycielskie dla szkół powszechnych (Baccalauréat). Jakie były jego dalsze losy? Jak sam wspomina, miał rozpocząć Romanistykę i studia muzyczne na Uniwersytecie w Tuluzie. Tych jednak nie udało mu się ukończyć, bo plany pokrzyżowała wojna. W jednym ze spisanych przez siebie życiorysów odnotował także: „Za pozwoleniem Ministerstwa uczyłem jako Polak w prywatnej szkole francuskiej”.

II wojna światowa

W trakcie drugiej wojny światowej miał brać czynny udział w walkach z hitlerowskimi Niemcami. W 1940 r. wstąpił na ochotnika do Wojska Polskiego we Francji. Po klęsce Francuzów miał się ukrywać przed okupantem. Już po wojnie przedstawiał się jako inwalida wojenny („mam amputowaną część stopy prawej oraz palec u lewej nogi” – pisał w 1952 r.). Co do tego, co działo się z nim później, istnieją różne wersje wydarzeń. W pierwszej z nich podawał, że w 1944 r. został aresztowany i zesłany do jednego z obozów jenieckich na terenie Rzeszy. Trafił najpewniej na Dolny Śląsk, bo tutaj, a dokładnie we Wrocławiu, zastał go koniec wojny. Druga wersja zdarzeń przedstawia się zgoła inaczej. Jak w niej podaje, w lipcu 1944 r. „znalazł” się na terenie Niemiec, skąd po jakimś czasie udało mu się zbiec do Częstochowy. W jednej z ankiet podał z kolei, że od 1943 do 1945 r. przebywał w obozie dla jeńców wojennych, który został wyzwolony przez Armię Radziecką.
Do miasta swego urodzenia przybył na początku 1945 r., bo już 30 marca 1945 r. uzupełnił tam wykształcenie, zdobywając świadectwo dojrzałości Liceum Ogólnokształcącego o profilu humanistycznym.

Duszniki Zdrój

Latem 1945 r. przyjechał na Dolny Śląsk, gdzie rozpoczął pracę wychowawcy i pedagoga w placówce opiekuńczej Braci Szkolnych, którzy prowadzili tam dom dziecka i szkołę. Działał przy niej chór i wedle tego, co pisał w lutym 1948 r. Inspektor Szkolny z Kłodzka, znajdował się on „(…) na bardzo wysokim poziomie artystycznym. Repertuar duży, uwzględnia utwory muzyki klasycznej, obcej i polskiej” oraz koło teatralne, „(…) które dało już kilka udanych przedstawień”. W obydwa przedsięwzięcia zaangażowany był zapewne Henryk Karliński. Jednakże na przełomie 1948 i 1949 r., placówka została zamknięta przez komunistów.

Legnica

Kilka miesięcy później Karliński był już mieszkańcem Legnicy, gdzie najpierw podjął się pracy wychowawcy w Państwowym Domu Dziecka, a we wrześniu 1949 r. rozpoczął pracę nauczyciela śpiewu w Szkole Podstawowej nr 1 przy ul. Kamiennej. Założył tutaj także rodzinę – wziął ślub z Aleksandrą Ryniewicz, a w grudniu 1950 r. na świat przyszedł jego syn Jerzy.
W „jedynce” zorganizował chór i zespół teatralny, które swoimi występami uświetniały uroczystości szkolne. W kolejnym roku szkolnym (1950/1951) był już nauczycielem w Szkole Podstawowej nr 5, gdzie objął stanowisko wychowawcy klasy, nauczał przedmiotów artystycznych oraz prowadził teatr szkolny i chór. Jego pracę ceniono dosyć wysoko zwłaszcza, że prowadzone przez niego zespoły odnosiły spore sukcesy, choć równocześnie zaznaczano, że „(…) swoim postępowaniem zdradza negatywne ustosunkowanie do obecnej rzeczywistości”. W „piątce” pracował łącznie przez dwa lata, a w roku szkolnym 1952/1953 zasilił grono pedagogiczne Szkoły Podstawowej nr 4 przy ul. Piastowskiej. Tam zaś, oprócz przedmiotów artystycznych, był także opiekunem Samorządu Szkolnego. We wrześniu 1953 r. zrezygnował jednak z pracy pełnoetatowego nauczyciela. Jak pisał: „(…) jestem siłą niekwalifikowaną, z zawodu muzyk, pragnę się wyłącznie poświęcić pracy w moim zawodzie”. Od tej pory pracował w szkolnych świetlicach, gdzie prowadził chóry i zespoły teatralne. W kolejnych latach, zaznaczył swoją obecność także w kilku legnickich szkołach średnich: w Zasadniczej Szkole Zawodowej, w Zasadniczej Szkole Odzieżowej, w Technikum Samochodowym oraz w Technikum Ekonomicznym. Z tego ostatniego odszedł z końcem sierpnia 1957 r., kończąc zapewne swoją zawodową przygodę z oświatą.
Kilka miesięcy później, a dokładniej od marca 1958 r., był już instruktorem artystycznym w Miejskim Domu Kultury w Legnicy (później Legnicki Dom Kultury, a od 1975 r. Wojewódzki Dom Kultury), z którym związany był przez resztę swojej kariery zawodowej. Przez wiele lat prowadził tam sekcje muzyczną Na początku 1975 r. został awansowany na kierownika Działu Artystycznego LDK. Kilka miesięcy później zmarł (5 XII 1975 r.).

Człowiek z pasją

Henryk Karliński starał się konsekwentnie realizować swoje pasje twórcze, z których na pierwszym miejscu należałoby wymienić muzykę chóralną i teatr. Badał historię i czerpał pełnymi garściami z tradycji muzycznych Polski i Europy. Muzyka była jego pasją, o której potrafił rozmawiać godzinami. W jej rozwijaniu pomagała mu znajomość kilku języków obcych. Znał w różnym stopniu francuski, niemiecki, włoski, hiszpański i angielski. Pozwalało mu to także utrzymywać stały kontakt ze środowiskami twórczymi z zagranicy. Ukończył też Studium Teatralne.
Początkowo płaszczyzną jego działalności były chóry i zespoły teatralne organizowane w szkołach, w których pracował. To właśnie w czasie jego pracy w Szkole Podstawowej nr 1 rozpoczyna się historia Chóru „Madrygał”. Wszystkie podejmowane przez niego inicjatywy charakteryzował wysoki poziom artystyczny i jak podkreślano, wyróżniały się nawet na poziomie wojewódzkim. Wysoka była też aktywność kierowanych przez niego zespołów. Tylko w roku szkolnym 1951/1952, prowadzony przez Karlińskiego przy Szkole Podstawowej nr 5 chór oraz zespół teatralny, dał blisko kilkadziesiąt różnego rodzaju występów. Za niektóre z nich otrzymał specjalne nagrody i wyróżnienia. Było o nim „głośno”. W 1959 r. na łamach „Wiadomości Legnickich” pisano: „Dziś zna go każdy, kto w jakimkolwiek stopniu interesuje się życiem kulturalnym miasta”.

Teatr Młodego Widza

W drugiej połowie lat pięćdziesiątych zainaugurował swoją działalność „Teatr Młodego Widza”, stworzony i prowadzony przez Henryka Karlińskiego. Pierwotnie działał przy Technikum Ekonomicznym, a z czasem „opiekę” nad tym zespołem przejął Miejski Dom Kultury w Legnicy. W „Teatrze Młodego Widza” był jednocześnie reżyserem, kompozytorem muzyki, a i czasem także kostiumologiem. Brał również czynny udział w projektowaniu dekoracji, pisał teksty programów i zaproszeń okolicznościowych. O oprawę muzyczną przedstawień dbali chórzyści z „Madrygału”. Pierwsza wystawiona sztuka, adaptacja komedii „Dwie blizny” Aleksandra Fredry, odegrana została w grudniu 1956 r. w sali kina „Ognisko”. Innym z udanych przedstawień, była bajka „Legnicka królewna”, zaprezentowana legnickiej widowni w 1957 r., o której pisano: „To co pokazał ob. Karliński i jego zespół (…) każe wierzyć, że w Legnicy są talenty aktorskie i reżyserskie (…)”. Ciekawym pomysłem, zrealizowanym przez zespół teatralny Karlińskiego, był też spektakl pt.: „Jednak szata zdobi człowieka”, czyli pokaz mody starożytnej, przygotowany przy współpracy z uczniami Zasadniczej Szkoły Odzieżowej w Legnicy. Inne przedstawienia odnotowywane na łamach ówczesnej prasy, to m.in.: „Kot w butach”, „O straszliwym smoku i Szewczyku Dratewce”, „Orfeusz i Eurydyka” czy „Surum”.
Zadowolone z pracy „Teatru Młodego Widza” były także władze miasta, które w 1960 r. oczekiwały „(…) wydatnego rozwinięcia form scenicznych”. Za stawianymi trupie wymaganiami nie szły jednak pieniądze. W natłoku kłębiących się problemów zespół zawiesił swoją działalność w jeszcze w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych.

Milion pomysłów

Prowadząc sekcje muzyczną przy MDK, Henryk Karliński wykazywał się sporą kreatywnością. Jego ciekawe pomysły, przystępność, a zarazem pełen profesjonalizm w działaniach sprawiały, że ludzie cenili jego pracę. Jak pisała prasa: „Wszystko to jest robione z humorem, bez sztampy, żywo i ciekawie”. Dużą popularnością wśród legnickiej młodzieży cieszyły się występy z cyklu „Zgaduj zgadula”, których tylko w 1959 r. odbyło się blisko dwadzieścia. Innym takim pomysłem były „Imprezy z Fijołkiem”. Karliński był też kierownikiem artystycznym siedmioosobowego, amatorskiego zespołu jazzowego „Beginners”. Oprócz czerpania inspiracji z zachodu, muzycy dokonywali też improwizacji jazzowych w oparciu o tematykę polskiej muzyki ludowej, interpretując na nowo np. popularną piosenkę „Miała baba koguta”.
Szerokim echem odbił się w całym mieście inny pomysł Karlińskiego – karnawałowy bal „Noc w Seraju”, którego motywem przewodnim były „Baśnie tysiąca i jednej nocy”. Autentyczności dodawali mu: Ali-Baba, czterdziestu rozbójników, Kalif, hurysy, namioty, a nawet specjalnie przygotowana na tę okazję gazeta – „Wiadomości Bagdadzkie”.

Wymarzony turniej

W ostatnich latach życia, oprócz kontynuowania pracy dyrygenckiej w „Madrygale” (który reaktywował w 1964 r.), absorbowała go głównie organizacja kolejnych edycji turnieju LEGNICA CANTAT. Tutaj po raz kolejny wykazywał się kreatywnym podejściem, pomysłowością i atrakcyjnymi formami promocji imprezy, która dość szybko przerodziła się w ogólnopolskie przedsięwzięcie. Do ostatnich dni aktywnie uczestniczył w jego przygotowaniach. Jeszcze w listopadzie 1975 r. na posiedzeniu Komitetu Organizacyjnego LEGNICA CANTAT 9, informował o bieżącym stanie przygotowań. Samego turnieju nie było jednak dane mu doczekać…

Autor: Marek Żak, historyk i pracownik Muzeum Miedzi w Legnicy, fot. Krzysztof Lewandowski (lca.pl)

 

Masz Pytania?